Pędząc ku Smart Everything…

Data: 2018-10-01
Autor: Sebastian Konkol
Pędząc ku Smart Everything…

W ramach moich poszukiwań sfer stosowania technologii teleinformatycznych „przez chwilę” udzielałem się w środowisku Smart City. Dzieje się tam wiele bardzo, ale to bardzo ciekawych rzeczy. Jest to jednak obszar działań, który przeżywa „najazd” technologii.

Od wielu już lat sprzedaż technologii informatycznych jest przykra. Bardzo często, pod hasłami rozwiązywania wszelkich problemów w jakiejś dziedzinie, dostawcy technologii sprzedają swoje rozwiązania wywierające natrętny i punktowy wpływ na dziedziny wdrożeń. Co poważniejsze, w zdecydowanej większości przypadków wdrożenia te sprowadzają się do włączenia dodatkowych, bardziej złożonych narzędzi. Zbiór problemów, jakie można rozwiązać przez „wdrożenie narzędzia” jest jednak bardzo mały – ogranicza się do prostych problemów. Te same narzędzia wywierają jednak wpływ nie tylko przez rozwiązanie prostego problemu – konsekwencje bezrefleksyjnego stosowania technologii bywają o wiele dalsze. Szczególnie mocno odczuwalne jest to w sferze Smart City właśnie.

Żadne wdrożenie technologii nie działa w próżni – każde jest uwikłane w łańcuchy przyczynowo-skutkowe. Stosowanie technologii wynika z określonej potrzeby, a wąsko zrozumiana potrzeba lub brak wyważenia wszystkich potrzeb prowadzi do złych wdrożeń złych technologii. Wdrożenie, o ile zostało doskonale przeprowadzone, wprowadza zmianę w tej zamierzonej sferze jednocześnie jednak wywierając wpływ na inne sfery, choć często niedostrzegane podczas planowania wdrożenia. Wdrożenia technologii w kontekście społecznym są zasadniczo inne, niż w sferze korporacji, na których sprzedaży uczyli się dostawcy technologii i z których przenieśli praktyki wprost do miast.

W sferze Smart City, w moim odczuciu z powodu „siły wpływu” dostawców technologii informatycznych, wdrożenia utożsamiane są z technologią, podczas gdy podstawą powinny być socjologia i antropologia. W efekcie wdrażane są technologie, które mają dwojaki wpływ. Z jednej strony próbując naprawiać w wąskich dziedzinach (np. wprowadzanie monitoringu w miastach) prowadzą do pogorszenia w innych (policjanci, zamiast patrolować miasto, gapią się w monitory). Z drugiej jednak strony, co jest znacznie poważniejszym zagadnieniem, każde wdrożenie technologii pogłębia Digital Divide. Stosowanie technologii wymaga bowiem coraz to większych kompetencji cyfrowych – jest efektywnie adresowane do odbiorców zaawansowanych technologicznie, przez co „słabsi”, „mniej dostosowani” odpadają jeszcze bardziej. Zamiast więc poprawiać relacje w społeczeństwie i służyć interesom całości społeczeństwa, technologia staje się głównym czynnikiem tworzenia i zaostrzania podziałów. Bezpośredni efekt ograniczonej perspektyw odtechnologicznej, pomijającej socjologię i antropologię.

W dłuższej perspektywie takie podejście jest niedopuszczalne i prowadzi to do katastrofy. Jeśli korporacja chce sobie zrobić krzywdę, to jej problem. Skutki „pędu technologicznego” w społeczeństwie są dużo poważniejsze i nie uda się ich odwrócić. Smart znaczy mądry, a nie technologiczny. Mądre rozwiązania to takie, które są dobre dla ludzi, a jedynie opcjonalnie oparte o teleinformatykę – „technologia to narzędzie, nigdy nie cel” – bezrefleksyjne skupienie na technologii to zdecydowanie krok w kierunku Dumb City. Czy ten sam los czeka inne sfery Smart?

Pozostaw komentarz