O blokerach cyfryzacji

Data: 2018-02-15
Autor: Sebastian Konkol
O blokerach cyfryzacji

Pracuję ostatnio dla firmy, która nie tyle potrzebuje cyfrowej transformacji, co błaga o nią. Firmy, choć mają osobowość prawną, nie mają jednak prawa głosu w podejmowaniu decyzji o jej losach – robią to ludzie pracujący dla takie firmy. Przyglądałem się nieco mechanizmom gaszenia potrzeb firm.

Gdyby firma mogła mówić, zapewne mogłaby powiedzieć, jakie działania są dla niej najtrudniejsze na drodze do zarobienia złotówki. To byłaby naprawdę ciekawa rozmowa. Każdy uczeń potrafi powiedzieć, nauka jakiego przedmiotu kosztuje go najwięcej wysiłku, a przy czym najlepiej się rozwija. Każdy wędrowiec potrafi powiedzieć, jaka część ekwipunku przydaje się najbardziej, a która jest zbędna. Gdyby firma umiała mówić wskazałaby od razu, co jest zbędne, nieefektywne, wydumane. Ale firmy nie mówią.

Od kilku już lat występujący w imieniu „głosu firm” specjaliści twierdzą, że teraz firmy powinny dokonywać cyfrowej transformacji (Digital Transformation), bo bez tego zginą i przepadną. Choć nie ma jednej recepty dla wszystkich, dużo prawdy tkwi w tak postawionej tezie – każda firma, aby przeżyć, musi dokonywać tej transformacji w jakimś, większym lub mniejszym stopniu. Firma, dla której teraz pracuję, także powinna – raczej w większym stopniu, niż mniejszym – ale tego nie robi. W blokowaniu możliwości prowadzenia cyfrowej transformacji w tej firmie dostrzegam dwa powtarzające się schematy.

Schemat pierwszy, bluff ucieczki ku technologii. Opowieść jest piękna. Do zarządu przychodzi „biznes” i opowiada, jak to on połączy systemy informatyczne – a jak je już połączy to będzie tak cudnie. Obiektywnie to jest prawda – tempo współczesnego biznesu jest tak duże, że nie uda się mu sprostać bez przeniesienia działań operacyjnych na systemy informatyczne. Świat okrzyknął to terminem API Economy, ale miał na myśli nie tylko technologię, ale ścisłe powiązanie jej z działalnością operacyjną firmy. Dla przykładu, jeśli w postaci API można zaksięgować fakturę, to za „wywołaniem API” musi stać spora organizacja księgowości, strategia księgowania, struktura księgi głównej, zasady dekretacji, akceptacji wydatków i sporo innych ważnych rzeczy. Dla „biznesu” przybywającego do zarządu jest to jednak niewidoczne – i przenosi on tę „niewidoczność” na inne API, które „biznes” chce „stworzyć”. Tragedia zaczyna się właśnie w tym miejscu – zamiast cyfrowej transformacji (na wzór API księgowania faktury) pojawia się ucieczka ku technologii pozbawiona w ogóle organizacji. Zarządy, zakładając światłość i odpowiedzialność „biznesu”, przystają na takie rozwiązania – dla informatyki katorga, dla firmy tragedia. W ten sposób firma może popełnić co najwyżej cyfrowe samobójstwo.

Schemat drugi, kotwica cyfryzacji kraju. Mimo wszystko, firmy prywatne są bardziej lub mniej ucyfryzowione. Paradoksalnie jednak, coraz częściej zatrzymują się na jakimś etapie i nie idą dalej, choć mogłyby i byłoby to dla nich z korzyścią. Na drodze transformacji cyfrowe napotykają bowiem na konieczność utrzymania „analogowego” styku z infrastrukturą państwa. Dużo się mówi o konieczności cyfryzacji administracji państwowej, ale fakty są takie, że z takiego stanowiska usunięto właśnie osobę, która w ciągu dwóch lat zrobiła więcej, niż wszystkie wcześniejsze „ekipy” i „opcje” w ciągu lat 20. „Analogowość” struktur państwa rzutuje na struktury firmy prywatnych – każdy, kto współpracuje z administracją państwa musi przyjąć jej sposób myślenia. Administracja państwa tworzy sobie „przyczółek” w firmie prywatnej – nawet najbardziej ucyfryzowiona firma dostaje „analogowego” wirusa. To rzutuje na mentalność „przyczółku” w firmie, typowo księgowość i administracja, które załatwiają sprawy z „infrastrukturą” państwa. Jeśli „przyczółek” idzie na łatwiznę, przyjmuje „analogowy” sposób myślenia jak swój i ten właśnie „przyczółek” infekuje dalsze części firmy „analogowym” myśleniem. Całkiem skuteczny mechanizm ograniczenia marzeń o cyfrowej transformacji.

Już w połowie ubiegłego wieku Peter Drucker wskazywał, co jest dla firm zdrowe, a co jest szkodliwe. Wiele z tych myśli pozostaje nadal poza praktykami zarządzania firmami, choć na nich opiera się często zdolność do cyfrowej transformacji. Czy to ta firma jest słaba, czy u innych też jest podobnie?

Pozostaw komentarz