Z czym do ludzi?

Data: 2016-11-22
Autor: Sebastian Konkol
Z czym do ludzi?

Jakiś czas temu donosiłem o doświadczeniach zakupowych w sklepach internetowych, których oferta dostępna jest w Polsce. Ponieważ czasami „wracam do korzeni” i konstruktorsko bawię się elektroniką, kupuję w sklepach oferujących elementy i moduły elektroniczne.

Zbierając listę elementów i modułów, jakich potrzebowałem do ostatniego mojego projektu, skorzystałem z oferty dwóch sklepów internetowych – element14 (pl.farnell.com) i Botland (botland.com.pl). Pierwszy z nich to firma brytyjska, a druga to firma polska, przy czym obydwa sklepy operują w Polsce. Tak się złożyło, że w obu przypadkach napotkałem na podobne problemy, ale sposób ich załatwiania był dramatycznie inny.

W obu przypadkach chciałem kupić moduły, które były w ofercie, ale nie wszystkie były dostępne od ręki. W żadnym wypadku suma zakupów nie była powalająca, choć w Botland kupowałem za prawie dwa razy więcej, niż w element14. Zależało mi, aby otrzymać część elementów w określonym terminie. W obu przypadkach poprosiłem więc o dostawę tego, co jest do tego terminu, a resztę – drugą przesyłką.

W relacji z element14 przebieg transakcji był następujący. Złożyłem zamówienie pytając o rabat. Rabat dostałem. Pomieszałem jeszcze przy zamówieniu (dodałem coś). Potwierdziłem warunki transakcji w poniedziałek o 14:00, a we wtorek przed południem dostępny towar był u mnie (magazyn w Wielkiej Brytanii, podkreślam). Na temat reszty dowiedziałem się, że jak tylko będzie dostępna część druga, to niezwłocznie wysyłają, a koszty dodatkowej przesyłki biorą na siebie – wszak to ich „wina”, że nie mają towaru na magazynie. Podstawowa przesyłka także była na ich koszt. Ustalając warunki transakcji obsługa element14 dzwoniła do mnie i mówiła po polsku. Nie muszę oczywiście dodawać, że nie musiałem zapłacić za zamówiony lecz niedostępny towar, skoro nie mogą mi go wysłać, a całość komunikacji odbyła się w tonie, dzięki któremu jasne było dla mnie, że to ja jestem cenny dla firmy.

W relacji z Botland wyglądało to „nieco inaczej”. Składając zamówienie zapytałem o rabat. Odpowiedź była krótka: „nie udzielamy”. Łaskawie nie obciążyli mnie kosztami przesyłki, bo takie „ustępstwo” – w ich mniemaniu – zapewnia regulamin sklepu. W sprawie podziału zamówienia na dwie przesyłki to ja musiałem dzwonić do sklepu. Rozmawiałem z panią, która wcześniej chyba terminowała w stoisku mięsnym GSS. Grzecznie poprosiłem o to, żeby część towaru dostępna od ręki została do mnie wysłana niezwłocznie (poniedziałek) – w odpowiedzi na moją prośbę uzyskałem informację, że „dostawa będzie u nich we wtorek lub w środę”. Nie zrażony przekazałem, że nie interesuje mnie harmonogram dostaw do ich magazynu, tylko zamówiony towar u mnie. Do mentalności mięsno-GSSowej dołączył się chyba PMS, bo pani zaczęła na mnie krzyczeć. Przekazałem więc moje oczekiwanie, że albo wysyłają dostępny towar teraz a resztę drugą przesyłką (za którą będę musiał zapłacić, wykrzyczała pani), albo wszystko razem – byle było u mnie do czwartku włącznie. Proklienckość Botland jest tak głęboka, że nic z Botland nie dotarło w oczekiwanym terminie.

Przyznam, że nie rozumiem. Czy to jest kwestia mentalności wbitej w DNA przez lata PRLu, czy też działalność przedsiębiorców w Polsce jest tak trudna, że muszą się wyżywać na klientach. Tak, czy inaczej, w sytuacji wolnego rynku i wolnego wyboru sprawa jest raczej jasna. Tak samo, jak kiedyś Komputronik, tak dzisiaj Botland zostały usunięte z listy sklepów wartych rozważania.

Całe szczęście, że poza granicami Polski coś istnieje i jest w Polsce dostępne. W przeciwnym wypadku musielibyśmy wierzyć, jak w Korei Północnej, że cały świat jest tak popaprany, jak polski biznes.

Pozostaw komentarz