Z czym do ludzi?

Data: 2016-11-22
Autor: Sebastian Konkol
Z czym do ludzi?

Jakiś czas temu donosiłem o doświadczeniach zakupowych w sklepach internetowych, których oferta dostępna jest w Polsce. Ponieważ czasami „wracam do korzeni” i konstruktorsko bawię się elektroniką, kupuję w sklepach oferujących elementy i moduły elektroniczne.

Czytaj więcej »

Algorytmy rządzą światem?

Data: 2016-10-24
Autor: Sebastian Konkol
Algorytmy rządzą światem?

Całkiem niedawno, w ramach dobrej zabawy pośród inteligentnych ludzi, prowadziłem wystąpienie o algorytmach rządzących światem. Początkowo, przygotowując się do tego wystąpienia, chciałem opowiedzieć o moich doświadczeniach z modelowaniem statystycznym i analizą sieci społecznych. Przeszukanie Internetu pod kątem zdolności algorytmów do kształtowania naszego świata okazało się jednak ciekawsze.

Czytaj więcej »

Is Google making us stupid, or programmable?

Data: 2016-04-19
Autor: Sebastian Konkol
Is Google making us stupid, or programmable?

Ostatnio wpadł mi w ręce rewelacyjny technotriller, „Zero” Marca Elberga. Niby fikcja literacka, ale że umysł inżyniera pracuje zawsze, to skojarzyło mi się z naszą rzeczywistością. Czy już zasługuję na zawodowy tytuł Professional Paranoic? Oceńcie sami.

Czytaj więcej »

Ach, ten wstrętny konflikt…

Data: 2015-11-12
Autor: Sebastian Konkol
Ach, ten wstrętny konflikt…

Przechodząc kilka dni temu przez hall jednego z biurowców dojrzałem reklamę: „Mediacja – bez konfliktu w biznesie”. Na pierwszy rzut oka nawet nie zastanowiłem się nad tym. Po chwili jednak wstrząsnęła mną myśl – ależ bzdura i hipokryzja! Nie ma czegoś takiego jak „bez konfliktu w biznesie”, bo i nie o sam konflikt chodzi.

Czytaj więcej »

10-warstwowy model OSI

Data: 2012-01-27
Autor: Sebastian Konkol
10-warstwowy model OSI

Tak, wiem. Model OSI (Open System Interconnection) ma 7 warstw: (1) fizyczną, (2) łącza danych, (3) sieciową, (4) transportową, (5) sesji, (6) prezentacji i (7) aplikacji. Oficjalnie. Ale każdy, kto na poważnie zajmuje się technologiami komunikacyjnymi zna siłę ich wpływu na wszystkie aspekty życia. Tacy ludzie znają rozszerzenie standardowego, 7-warstwowego modelu o kolejne: (8) pieniądze, (9) polityka i (10) religia. Kiedy po raz pierwszy o tym usłyszałem uważałem to za dobry żart – dzisiaj już tak nie myślę. Dlaczego?

Czytaj więcej »

Praktyka crowdsourcingu – przykłady „z życia”

Data: 2011-05-16
Autor: Sebastian Konkol
Praktyka crowdsourcingu – przykłady „z życia”

Kilka dni temu ogłoszono wyniki konkursu „Głosowanie na nowy smak Lay’s”. Warto o tym wspomnieć, bo to jedna z niewielu inicjatyw włączenia społeczności w tryby działania maszyn przedsiębiorstw. Część tego konkursu „zderzyła się” w czasie z konferencją Polish IA Summit 2011, w czasie której na fali wysłuchiwania o różnych podejściach do badania użyteczności oprogramowania naszła mnie inna refleksja, odnosząca się do praktyk biznesowych firmy Microsoft. Z tego „zderzenia”, dwa przykłady crowdsourcingu – pozytywny i jakby „trochę mniej pozytywny”.

Czytaj więcej »

Jeszcze o Crowdsourcingu…

Data: 2010-09-30
Autor: Sebastian Konkol
Jeszcze o Crowdsourcingu…

Termin crowdsourcing wywołuje zwykle dwa skojarzenia: kolejna forma dostępu do siły roboczej (jak outsourcing) oraz tworzenie wartości w świecie Intenetu (oprogramowanie jak Linux i Apache, zasoby wiedzy jak Wikipedia). Dość powszechna opinia głosi, że w relacjach biznes-społeczności biznes może co najwyżej stracić, jeśli społeczność „zajmie się” jakimś obszarem, na którym zarabiać planował jakiś biznes. Prawda jest jednak znacznie głębsza i – przynajmniej z perspektywy tradycyjnego postrzegania biznesu – przerażająca. Internet, a szczególnie Web 2.0, zmieniły sposób, w jaki jednostki i społeczności myślą o tworzeniu wartości, a firmy, które to przegapią, mogą zostać bardzo niemile zaskoczone konsekwencjami. Jednocześnie ci, którzy w porę dostrzegą kreatywną potęgę społeczności, mogą dokonać zmian na miarę Henry’ego Forda. Dlaczego?

Czytaj więcej »

„Kult amatorów”

Data: 2009-09-01
Autor: Sebastian Konkol

Od jakiegoś czasu, czytając i słuchając o potędze mądrości tłumu (Wisdom of a Crowd) czułem, że coś z tym jest nie tak. Nie, żebym dyskredytował ruch społeczny wywodzący się z idei Open Source i spiskował przeciwko nim. Po prostu cały ten zachwyt jakby nie był wyważony – był bardzo jednostronny i wyłącznie pozytywny. Przecież to nie jest możliwe, żeby żaden krytyk nie znalazł niczego złego w czymś, co dla wszystkich jest po prostu świetne! :-) Ostatnio natrafiłem na publikację prezentującą to zdanie odrębne, „Kult amatorów” (Andrew Keen, “The Cult of the Amateur: How blogs, MySpace, YouTube, and the rest of today’s user-generated media are destroying our economy, our culture, and our values”, Broadway Business, 2008, ISBN: 0385520816). Choć jestem daleki od przeistoczenia się w wyznawcę tez poruszanych w tej książce, to stanowi ona dla mnie właśnie to, czego brakowało mi wcześniej, a obok tych tez nie sposób przejść obojętnie. Nie chcąc psuć intelektualnej rozrywki, podsunę tylko kilka z prezentowanych tez. Mam nadzieję, że zabrzmi to wystarczająco interesująco, abyś – Drogi Czytelniku – sięgnął sam po tę książkę.

Bazując na niezbyt zaawansowanych metodach rachunku prawdopodobieństwa można przyjąć, że gdyby wyposażyć nieskończoną liczbę małp w maszyny do pisania, to po upływie odpowiednio długiego czasu, w którym małpy te bezmyślnie tłukłyby w klawisze swoich maszyn, wśród wyników ich „twórczości” mogłyby się znajdować dramaty Shakespeare’a czy traktaty filozoficzne Platona. Takie jest właśnie podstawowy punkt odniesienia „Kultu amatorów”. Na pierwszy rzut oka cool, ale w rzeczywistości jednak coś takiego ma znacznie dalej idące konsekwencje. Wszak nieskończona liczba małp może wystukać na swoich maszynach do pisania nieskończoną liczbę bzdur. Jak więc odnaleźć wśród nich jedną perełkę Shakespeare’a czy Platona, a przede wszystkim, kto u diabła miałby odróżnić takie dzieło od innego bełkotu, nie mówiąc już o przekonaniu pozostałych o wyższości swojego znaleziska nad nieskończonością innych „znalezisk”? Taka konstatacja jest podstawą dla prawdziwej pułapki powszechnej twórczości tłumów, a konsekwencje są poważne i sięgające sfer, w których byśmy ich nie podejrzewali. Skoro „wszyscy” piszą, to kto (i kiedy) będzie czytał? A przede wszystkim, skoro wszyscy piszą, to duża część z tego – choć nie tak przytłaczająca większość, jak w przypadku twórczości małp – będzie bełkotem (sic!). No tak, ale miało być o tezach i konsekwencjach, więc do rzeczy.

Czytaj więcej »