Jak daleko nam do Johnny Mnemonica?

Data: 2015-01-26
Autor: Sebastian Konkol
Jak daleko nam do Johnny Mnemonica?

W ubiegłym tygodniu świat obiegły dwie wieści: Google wycofuje się z programu Glass, a Microsoft ogłasza HoloLens. Pod względem marketingowo-pijarowym, punkt dla Microsoft, ale nie o tym chciałem. Coraz więcej wysiłku dużych firm pochłaniają projekty badawcze zmieniające podstawowy paradygmat współpracy człowieka z komputerem (HCI, Human-Computer Interaction). Pytanie brzmi więc, nie czy zmienimy ten tryb, ale kiedy i z jak głęboką ingerencją w struktury białkowe.

Jak zwykle w takich przypadkach, za przestrzeń możliwości dostępnych w najbliższej przyszłości rozwiązań warto przyjąć to, co – jeszcze dekadę temu – ludzkość uważała za szczytowe osiągnięcia Science Fiction. Dokonałem więc przeglądu-retrospekcji pozycji literatury SF, jakie wzbudzały mój zachwyt kilka lat temu. Oto wyniki, bez wątpienia niekompletne (kolejność przypadkowa, choć może o czymś świadczy).

  • Neal Stephenson, „Zamieć” (1992), „Reamde” (2011). Interakcja między człowiekiem a komputerem przebiega za pośrednictwem pełnego VR (Virtual Reality), bez bezpośredniej ingerencji w organizm człowieka. Wykorzystywane głównie w celach niezwykle realistycznej rozrywki. Tym niemniej, związek z maszyną jest tak silny, że – odpowiednio spreparowany – program może wpływać na zdrowie i życie człowieka.
  • Rafał Ziemkiewicz, „Pieprzony los kataryniarza” (1995). Komunikacja człowieka z komputerem odbywa się za pośrednictwem systemu komputerowego bezpośrednio powiązanego z systemem nerwowym (naciśnięcie Enter to jakby ruch nadgarstkiem w formie zakręcenia korbką katarynki – stąd „kataryniarz”). Potencjał potencjalnych zagrożeń pozostawiam fatalistom.
  • Jacek Dukaj, „Czarne oceny” (2001), „Perfekcyjna niedoskonałość” (2004). Człowiek i komputer są w zasadzie zintegrowani na poziomie „systemów operacyjnych” mózgu człowieka i sieci komputerowej – oczywiście, z ingerencją w struktury białkowe. Wiele możliwości destrukcji, ale też potencjał boskości w człowieku.
  • William Gibson, „Światło wirtualne” (1998), „Spook Country” (2007). Interakcja w sferze AR (Augmented Reality). Nie zabija bezpośrednio i nie uszkadza ludzi na prawo i lewo. Potencjał szpiegowski i artystyczny daje jednak duże pole do popisu dla ludzkiej nieuczciwości.

Przy tej okazji należy także wspomnieć o wizjach totalnej nanotechnologizacji (Ray Kurzweil), czy ewolucji systemów komputerowych w kierunku bardziej ludzkim, białkowym (eXistenZ). Obie te „propozycje” zmierzają do zdecydowanie bardziej radykalnych związków człowieka z komputerem, choć różnią się kierunkiem ewolucji. W pierwszym przypadku człowiek, dzięki nanotechnologii, staje się nieodróżnialny od maszyny – jest „umaszynowany”. W drugim, to maszyna nabiera cech konstrukcji człowieka – jest „ubiałkawiana”.

Za najbardziej „obiecujący”, w znaczeniu skracania perspektywy czasu dostępności, traktuję jednak wizję wyrażoną w opowiadaniu (tak, to przede wszystkim książka, a dopiero później Keanu Reeves) pt. „Johnny Mnemonic”. To wizja, jaką opisał William Gibson, opublikowana w 1981 roku, a jeszcze wcześniej, bo w roku 1956, Philip K. Dick w „Raporcie mniejszości” (nie, nie Tom Cruise). Czy jednak ciągle jest to SF? Nie sądzę.

W ciągu ostatnich kilku lat uruchomiono (i, niestety, niektóre zamknięto) kilka programów zmierzających do zmiany paradygmatu HCI. Pośród nich widowiskowymi były: Google Glass, Octopus VR i HoloLens. Wszystkie one ewoluują w kierunku rzeczywistości wspomaganej, czyli nałożenia informacji dostępnej w świecie wirtualnym na nasz podstawowy świat rzeczywisty. Wygląda na to, że do wizji Johnny Mnemonica brakuje już tylko „rękawic 3D” zapewniających przekazywanie oczekiwań człowieka maszynie. A w zasadzie już nie brakuje, gdyż w 2012 roku Google opatentowało coś takiego (Google Smart Glove). Być może z tego powodu Microsoft opiera się na kamerach i analizie ruchu dłoni (Kinect), bo „opcja rękawiczkowa” została już zajęta.

Dlaczego jest to takie ważne? Z kilku powodów, które jednak wpłyną zasadniczo na funkcjonowanie ludzkości w bardzo nieodległej przyszłości. Przeniesienie szumu informacyjnego do świata wirtualnego i możliwość „odciążenia” świata od nadmiaru zbędnej informacji może przywrócić otoczeniu spokój i harmonię, która – na dzisiaj – wpływa bardzo negatywnie na psychikę człowieka (bardziej, niż myślisz!). Możliwe będą rewolucyjno-ewolucyjne zmiany w podejściu do reklamy („Marketing mobilny”). Termin „podróżowanie” nabierze zupełnie nowego znaczenia. Po usunięciu wszechobecnej elektroniki z pola widzenia estetyka domu i otoczenia znów wróci do stanu akceptowalnego. Procesy tworzenia „dizaju” produktów. Nawigacja samochodowa. Koordynacja współpracy zespołów. Za każdym z tych obszarów stoją „potężne pieniądze”, więc nie zabraknie impetu – o ile tylko, jak niestety było w przypadku Google, intencje nie są nieuczciwe. Przemysł „rozrywki dla dorosłych” to oczywista oczywistość. Dalekosiężne zmiany opisano w literaturze, tej SF, więc nie ma co się powtarzać. O możliwościach szpiegostwa i militarnych nie ma co pisać – tam są zdecydowanie najbardziej kreatywni ludzie.

Myślę więc, że czeka nas kilka bardzo ciekawych lat, a nasze dzieciaki nie zdążą wytworzyć „zrostów w mózgach” związanych z klawiaturą i myszką. Ciekawe czasy, prawda?

Pozostaw komentarz