Kim jest Architekt?

Data: 2014-01-22
Autor: Sebastian Konkol
Kim jest Architekt?

Przez ostatni rok mojego profesjonalnego życia, być może z powodu psychicznej bariery wieku inż. Karwowskiego, dokonywałem retrospekcji moich dokonań w roli architekta. Sporo myślałem o potencjale tkwiącym w architekturze, jej stosowaniu i możliwościach sprawczych architekta. Przyznam, że sam jestem zaskoczony wynikami – nie w sferze mojego ego, ale w sferze szerokości wachlarza możliwości działań, w jakich architektura może pomagać, kształtując i wzbogacając biznes firm.

Zbiegło się to w czasie z moją pracą w kilku dużych projektach (nie zawsze w roli architekta) i obserwacjami działania specjalistów architektów, takie “Architect at Work”. Spotykałem na swoim zawodowym szlaku ludzi, którzy mówili o sobie „architekt”, ale kierowali się zupełnie innymi zasadami. I teraz nie wiem, czy to ja od siebie (i być może innych) za wiele wymagam, czy też „architekt” to jednak znacznie więcej, niż postawa, z jaką (s)potykałem się przez ten czas.

Kim, w mojej opinii, powinien być architekt?

Przede wszystkim, powinien dbać o przyszłość firmy, równoważąc – często sprzeczne – interesy różnych grup w firmie. Powinien pełnić rolę odpowiedzialnego za biznes firmy w sferze powierzanej rozwiązaniom ICT. Z tej perspektywy, ja nie mógłbym sobie pozwolić na propozycję zamknięcia na jakiś czas jednego z kanałów sprzedaży, bo takie rozwiązanie, choć – być może – architektonicznie prostsze, godzi w podwaliny działalności firmy. Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której taka decyzja mogłaby zapaść, ale zdecydowanie jako ostatni wybór.

Architekt to ktoś, czyim obowiązkiem jest dbałość o ekonomiczną optymalność rozwiązania, gdyż to na jego zdaniu opierają się decyzje o wydawaniu często poważnych sum na rozwiązania ICT. We współczesnym świecie rozwiązania ICT „buduje się z klocków”, nie zaś „na miarę”. Efektem pracy architekta jest dekompozycja potrzeb na bloki o dobrze znanej charakterystyce, a wielkość i gama dostępnych rozwiązań celuje raczej już w Wielkie Liczby Bernoulliego i jest w czym wybierać. Twierdzenie, że firma jest tak specyficzna, że nikt dotąd w historii ludzkości nie wymyślił określonego bloku kieruje mnie raczej w sferę tez o słabości pracy architekta – tak wyjątkowy może być Google, systemy NSA lub kierowania ruchem kosmicznym, nie w obszarach działalności biznesowej.

Prace architektoniczne zaczynają się od wizji, czyli syntezy zarysu rozwiązania dla stawianego problemu. Wizja nie musi odpowiadać na wszystkie pytania, ale musi przedstawiać podstawowe uwarunkowania i ograniczenia rozwiązania. Brak takich określeń od samego początku (a często brak myślenia w takim trybie) mści się „sadystycznie” w późniejszych etapach prac projektowych. Architekt musi więc od samego początku odpowiadać za rozwiązanie, a szczególnie za te jego elementy, które opierają się na poczynionych założeniach – dokąd założenia są spełniane, wizja jest aktualna. Wizję buduje się przez syntezę problemu, a nie analizę wymagań. Brak wizji, wyznaczającej ramy określania wymagań w ramach analizy, prowadzi na manowce. Im słabsza wizja (nieokreślona, bez ograniczeń, założeń, …) oznacza więcej rozczarowań później.

Co może zdziałać architekt?

Negatywny wpływ na cokolwiek jest nieograniczony, nawet jeśli człowiek działa w dobrej intencji – sytuacji złych intencji nie warto rozważać. Co do pozytywnego wpływu, wdrażam myślenie architektoniczne w swej praktyce zawodowej od ponad dekady i jeszcze nie napotkałem ograniczenia siły tego podejścia. Na dowód tego, co może zdziałać architekt, opowiem o wynikach retrospekcji moich dotychczasowych działań, w serii wpisów pod wspólnym tytułem „Co może Architekt?”. Będzie tam o optymalizacji wydatków operacyjnych na ICT, spójnym i zrozumiałym planowaniu rozwoju ICT, identyfikacji potencjalnych kolizji między planowanymi i realizowanymi projektami, zarządzaniu ryzykiem technologicznym, świadomym outsourcingu, uzasadnialnych planach odtwarzania po katastrofie, planowaniu rozwoju kompetencji ICT, organizacji działań utrzymania, prowadzenia pomiarów jakości usług, optymalizacji efektywności infrastruktury oraz skracaniu czasu rozwoju „parku maszynowego”. Wszystko na podstawie moich doświadczeń, nie literatury teoretycznej. Sami oceńcie, czy ma to sens.

Słabość działań konsultanta polega na tym, że my nie mamy uprawnień do powiedzenia „Nie!”, „Tak nie wolno!”, „Nie zgadzam się!” – postawa Rejtana w naszej profesji kończy się brakiem zleceń. Moją dewizą profesjonalną jest więc uzmysłowienie konsekwencji. Wierzę w rozwiązywanie problemów na gruncie transparentności, bo przecież wszystkim chodzi o dobro firmy, a problemy „zamiecione pod dywan” powrócą (pewne jak podatki), choć nie wiadomo kiedy i w jakiej formie. Jeśli więc nie zniechęciłem, to zapraszam do lektury – kolejne „dowody” pojawiać się będą sukcesywnie.

Pozostaw komentarz