Mit o poleganiu na dużych firmach

Data: 2011-06-08
Autor: Sebastian Konkol

Zamawiający systemy informatyczne wierzą także w bezpieczeństwo współpracy z „firmami z logiem”. Warto się zastanowić, na czym zasadza się to bezpieczeństwo. Otóż, wcale nie na marce firmy, ale na ludziach, którzy w tych firmach pracują. „Firmy z logiem” różnią się od firm mniejszych tym, że zamawiający nic nie wiedzą o kłopotach wewnątrz dużych firmy. Jeśli zniknie jakiś dział, albo zespół, który realizował projekt dla zamawiającego, efekt jest taki sam, jak zanik całej małej firmy – nie ma kto zrobić tego czegoś, co w danej chwili zrobić trzeba. W zasadzie istnieje jedna istotna różnica – w stosunku do dużej firmy byłoby od kogo dochodzić kar umownych, o ile zamawiający ma znacznie lepszych prawników, niż duża „firma z logiem”. Tak, czy inaczej, jak z dużej firmy ludzie odejdą, to z system zamawiającego i tak nie stanie się nic więcej.

Firmy świadczące usługi w oparciu o oprogramowaniu OpenSource to nie garaż, tylko normalny biznes. Co więcej, taki biznes jest prawie na pewno zdrowszym i lepiej przemyślanym, niż decyzje rozwojowe dużych firm, w których powiązanie decyzji z być lub nie być firmy jest istotnie słabsze. Jeśli więc mały biznes istnieje kilka lat w branży IT, to jest on tak samo wiarygodny, jak biznes „firmy z logiem”.

Niestety „firmy z logiem” działają i trwają, bo decydentom po stronie zamawiających jest tak wygodniej. W razie kłopotów skutkujących narażeniem firmy zamawiającego na straty decydenci mogą dowodzić, że dołożyli należytej staranności, współpracując z dużą firmą. Prawda jest jednak taka, że należyta staranność wymagałaby rozważenia OpenSource z równym obiektywizmem, czego decydenci zwykle nie robią w ogóle.

komentarzy 5 dla

  1. Sebastian (też) napisał(a):

    Musze przyznać, że ten artykuł ma wiele prawdy w sobie.
    Bardzo często spotykam się z tzw. doradcami i dostawcami z dużym logo, którzy de facto w większośc zatrudniają studentów, a tylko w niewielkim stopniu tych którzy są warci tych wygórowanych cen.
    Jednak cały paradoks tej sytuacji polega na tym, że stanowią oni blachę do obicia d… zarządów spółek, które się bronią przed odpowiedzialnością, Biorą więc z rynku tzw. „najlepszych” i jak ktoś im coś zarzuci, zawsze mogą powiedzieć, żę przecież wzięliśmy najlepszych.
    Ktoś zapyta gdzie tu ekonomia – no jest tylko nie zaburzona strachem przed utratą stołeczków :-). Aby dolać oliwy do ognia, to okazuje się ze małe firmy, pojedynczy konsultanci wykonywać muszą ta samą pracę pod logiem dużych i maja za to dużo mniej płacone, tylko dlatego że patologia króluje.
    Nie ma co narzekać, ważne jest aby mieć świadomość że Volvo i Ford mają wspólne podwozie :-) i nie dać się zwariować metkom na ubraniach.

  2. Sebastian Konkol napisał(a):

    Jakoś nie sposób zakładać, że osoby decydujące o takich kontraktach to głąby lub debile – raczej są to wybitnie inteligentni ludzie. Tym poważniejszym wydaje się więc być takie zachowanie u menedżerów informatyki, bo w ten sposób dwukrotnie działają na szkodę firmy. Pierwszy raz, kiedy przepłacają za usługi, bo często i tak te same osoby realizują projekty (słuszna uwaga!). Drugi raz, kiedy muszą się „podeprzeć” dużym logiem w okolicznościach trudnych dla przedsięwzięcia (gdyby było dobrze, nie trzeba by się było podpierać logiem…). Ten drugi przypadek jest o tyle krytyczny, że za pieniądze firmy menedżer obija swój tył blachą, mimo że naraził firmę na szkodę.

    Fascynujące…

  3. Marek Jagła napisał(a):

    Rozmawiałem ostatnio ze światłym człowiekiem z top managementu. Z jego punktu widzenia element dupochronów i pieczątek z logiem jest b. prosty z zaznaczeniem, że jego spostrzeżenie dotyczy naprawdę duużych spółek. Jego przypowieść bez ubarwień i cenzury: ciekawy soft, parę wdrożeń ale na małą skalę. Spotkanie z zarządem duużej spółki. Zainteresowanie produktem i odpowiedź — :”.. ja bym to od ciebie kupił. Ale jak mi zagwarantujesz, że za rok Twoi ludzie dalej będą dla ciebie pracować i supportować ten soft? Czy masz pewność, że ich nikt nie podkupi? Ile oni zarabiają? 5K, 6K? Ja im dam 12K. I co? Nie przyjdą do mnie…?” I drugie:” jak ja to kupię od dużej firmy to oni będą mnie chronić w razie czego. Mam porządną pieczątkę i nawet Urząd Skarbowy dwa razy się zastanowi zanim do mnie przyjdzie. A jak przyjdzie to mnie wesprą.”

    Ale…. napisałeś kiedyś , że duże firmy robią duże rzeczy. I tak ten świat funkcjonuje.

  4. Sebastian Konkol napisał(a):

    To prawda, ale… :-) Dokąd jest to faktycznie dbałość o Business Continuity, to duży szacunek dla takich menedżerów. Gorzej, jak ich zachowania mają raczej charakter udziału w programie lojalnościowym dużego loga. Wtedy jakoś ciężko mi się doszukiwać etyki, czy dbałości o interes firmy, a raczej na pierwszy plan wysuwa się dbałość o własną przyszłość. Ale cóż, każdy zarabia na emeryturę tak, jak umie. :-)

  5. Marek Jagła napisał(a):

    Tu raczej działa prosty mechanizm znany skądinąd z treningów asertywności czy pozytywnego myślenia a często podejmowany na szkoleniach [ dobrych ] ze sprzedaży. Do małych wydatków niepotrzebne są miesięczne przemyślenia i pozwolenia decydentów będących ponad menedżerem.
    Z reguły ma on „pod palcem” odpowiednie kwoty. Ale wtedy musi mieć albo wyjątkową osobowość albo piekielnie twarde i długowzroczne argumenty, którymi obroni swoją decyzję. W przypadku kwot większych lub znacznie większych taka decyzja rozkłada się na wiele osób i oni wszyscy ponoszą odpowiedzialność. I dzięki temu śpią spokojnie. Ot, takie rozkładanie ryzyka na wielu. A mechanizm wspomniany na wstępie? Jeżeli nie chcesz czegoś robić to umysł automatycznie zacznie podpowiadać argumenty żeby tego nie robić. I to bardzo dobre argumenty.

Pozostaw komentarz