Dokąd może zmierzać świat – wizja by Nicholas Carr?

Data: 2011-02-28
Autor: Sebastian Konkol
Dokąd może zmierzać świat – wizja by Nicholas Carr?

Przeczytałem ostatnio książkę pod tytułem “The Big Switch” (Nicholas Carr, W. W. Norton & Company, 2009, ISBN: 0393333949). Autor – ten sam, który popełnił kontrowersyjny artykuł “IT Doesn’t matter” – prezentuje pewien trend rozwoju informatyki, odnosząc go do innego dobra klasy utility, energii elektrycznej. Sceptycy mogą powiedzieć, że wszystko można odnieść do wszystkiego innego i – umiejętnie dobierając (a może manipulując?) – zestawieniami dowodzić dowolnych tez. Na szczęście, każdy z nas ma swój rozum i może ocenić, czy zestawienie jakie przedstawił Carr, ma sens czy też nie. Czytanie tej książki to bardzo ciekawa podróż, którą powinien odbyć każdy, kto chciałby rozumieć kierunku zmian we współczesnej nauce i praktyce przetwarzania informacji (wraz z rozwojem technologii to umożliwiających), a także powody, dla których taki kierunek został obrany. Cała ta podróż jest źródłem bardzo ciekawych myśli, ale mnie na kolana rzucił wizjonerski rozdział „ostatni” zatytułowany “iGod” – to coś więcej, niż jedynie opis prawdopodobnego trendu, czy modnego kierunku.

Co mnie tak zaintrygowało? Zestawienie wizji Google i Microsoft wzbogacone o przykład „pobocznej” działalności Amazona.

Larry Page i Sergey Brin, założyciele firmy Google, są z wykształcenia matematykami. Nie kryją oni swej fascynacji sztuczną inteligencją. Od dawna już publicznie mówią, że ich celem nie jest wcale biznes reklamowy na skalę globalną. Ich misją jest zbudowanie sztucznej inteligencji, która będzie w stanie odnajdywać informacje, jakie mogą zainteresować odbiorców, nawet bez potrzeby wyrażania przez nich potrzeb informacyjnych. Google indeksuje wszelkie zasoby ludzkości (m.in. strony WWW, dokumenty przez ludzkość tworzone w Google Apps, napisane książki w Google Boooks), aby ogarnąć całość informacji, jakimi ludzkość może dysponować. Wiadomo od jakiegoś czasu, że technologia pozwoliła ludzkości produkować znacznie więcej informacji, niż ludzkość jest w stanie skonsumować. Nie potrafimy już poszukiwać bez wspomagania informatyki, a przytłaczający nas ogrom informacji wymaga coraz bardziej wyrafinowanych narzędzi przeszukiwania i odsiewania. Profilowanie zadawanych zapytań czy uzależnianie ich od wcześniejszych zapytań i ich wyników to bardzo uproszczone, funkcjonujące od jakiegoś czasu powszechnie narzędzia wspomagające przeszukiwanie. Tęgie głowy naukowców i inżynierów Google pracują bardzo silnie nad poprawianiem tych narzędzi, ale jeszcze więcej wysiłku wkładają w urzeczywistnienie wizji Page’a i Brina – ostatecznej sztucznej inteligencji (AI-complete). Page i Brin marzą o tym, aby sztuczną inteligencję Google dostarczyć bezpośrednio do mózgu każdego z nas, scalając i integrując ją z naszą własną inteligencją, pozwalając używać jej w mieszanym procesie kognitywnym.

Microsoft, ustami Billa Gates’a, ujawnił kilka lat temu swoje przerażenie, kiedy odkrył do czego może zmierzać Google. Choć wpompował ogromne kwoty pieniędzy w pogoń za Google, nie może raczej mierzyć się z Google na ich polu działania. Ale jakie więc będzie to nowe pole działania Microsoft? Ten koncern widzi dużą szansę w pozostaniu najważniejszą firmą konstruującą interfejs użytkownika. Ale nie takiego, o jakim myślimy kojarząc Microsoft – nie okienka na ekranie naszego komputera, lecz zdecydowanie bardziej bezpośrednie formy komunikacji man-machine. Microsoft uzyskał w 2004 roku patent na rozwiązanie pozwalające na komunikację między urządzeniami elektronicznymi wykorzystującą skórę człowieka jako medium komunikacji. Microsoft mówił wtedy o traktowaniu „powłoki” człowieka jako szyny komunikacyjnej pozwalającej na komunikację wielu urządzeń połączonych „jednym ciałem”. Przyjmując, że między mówieniem o swoich planach a planowaniem prawdziwych działań istnieje miejsce na wiele tajemnic, podejrzenie, że Microsoft chce stać się potentatem bezpośredniej komunikacji między człowiekiem a komputerem (a`la wszczepka do mózgu według autorów science fiction) nie jest niedorzeczne. Istnieją już dzisiaj techniczne możliwości wymiany informacji między urządzeniami (np. telefonami komórkowymi, zegarkami), która następuje przez podanie ręki innej osobie, posiadającej podobne urządzenia wykorzystującej skórę jako kanał komunikacji.

Do ciekawych wniosków można dojść, kiedy odnieść działania Google i Microsoft do koncepcji „pobocznej” działalności Amazon, czyli serwisu Mechanical Turk. Serwis ten pozwala na realizację złożonych prac we współpracy maszyny i człowieka, przy czym część prac możliwych do wykonania przez maszynę jest przez nią wykonywana, a część pracy, których – ze względu na kreatywny charakter lub konieczność zaprzężenia abstrakcyjnego myślenia – maszyny nie mogą wykonać, wystawiane są w trybie aukcji do realizacji przez ludzi. W ten sposób odwracany jest podstawowy paradygmat pracy człowieka wspomaganej przez maszynę. Według Mechanical Turk, to maszyna wykonuje tyle ile jest zdolna, a część zadań – tę, która leży poza jej możliwościami – powierza człowiekowi. Im więcej będzie umiała zrobić maszyna, tym mniej zadań będzie zlecanych człowiekowi. To trochę tak, jakby udział człowieka w procesie tworzenia sprowadzał się do wywołania przez maszynę zewnętrznej usługi „rozwiąż problem” albo „wymyśl rozwiązanie”. Jeśli postęp technologiczny będzie tak galopował (i przyspieszał coraz silniej), to maszyna być może wykształci wewnętrzne usługi rozwiązywania problemu i wymyślania rozwiązania.

Nie jestem technofobem. Daleko mi do pesymizmu Neila Postmana, ale Matrix nie jest taki niemożliwy, jakim się wydaje. Bez wątpienia, to człowiek zdecyduje o kierunku i możliwościach technologii. Nie sądzę (choć zapewne bardziej chcę wierzyć, że tak nie będzie), aby człowiek pozwolił kiedykolwiek na tak poważny krok, jakim byłby Matrix. Kłopot jednak w tym, że zachodzące zmiany są procesem ewolucyjnym – każda mała zmiana jest malutkim krokiem, który sam z siebie niewiele zmienia i nie stanowi istotnego zagrożenia. Wydaje się, że każda poprawa jest dla nas lepsza, pozwala nam lepiej i skuteczniej działać, to dla nas pomoc. To jednak usypia czujność i – jeśli w porę się tego nie dostrzeże – może zaprowadzić nas w złym kierunku.

W tym świetle hasło przewodnie Jovian Society sprzed wieku “God is Great Electrician” brzmi nieco przekornie – jak parafrazuje to Carr, dzisiaj “God is Great Programmer”. Wizja, jaką przedstawia Carr – choć nie jest nieuchronna, a nawet nie jest bardziej prawdopodobna niż inne (jedynie „normalnie” prawdopodobna) – brzmi całkiem przekonywująco. Co więcej, jej składowe mają poparcie osób, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Twórcy potęgi Google, Microsoft i Amazon nie muszą dowodzić, że są w stanie dokonać wszystkiego, co zechcą – i to w czasie zaledwie pojedynczych dziesiątków lat. A ludzkość dowiodła, że będzie im w tym ze wszystkich sił pomagać.

Pozostaw komentarz