Rozumienie słówka „strategia”

Data: 2010-12-16
Autor: Sebastian Konkol

O strategii napisano już wiele, w chyba każdym z języków używanych na Ziemi. Pisano zarówno sensownie, jak i „sensownie inaczej”. W tym zakresie – moim zdaniem – lepiej jest odwoływać się do twórczości Michaela E. Portera, niż do innych napisów wygenerowanych przez ludzkość. Mnie dotknęły ostatnio ciekawe doświadczenia w relacjach z partnerami w „robieniu biznesu” – ciekawe właśnie w odniesieniu do pojmowania słówka „strategia”, szczególnie w połączeniu z innymi terminami. Zanim więc o wnioskach, dwa przykłady bazujące na moich ostatnich doświadczeniach.

Przykład pierwszy – termin „cele”. W mentalności większości „ewolucyjnych menedżerów”, czyli zbierających doświadczenie bojem uzupełniających je o podstawy MBA-like jedynie kiedy ktoś ich zmusi, cel kojarzy się jednoznacznie z terminem SMART, bo przecież state-of-the-art w dziedzinie stawiania celów ludziom to potrzeba, aby cel był dobrze określony, mierzalny, osiągalny, realistyczny i określony w czasie. W związku z tym cel strategiczny także musi być SMART… I tu zaczynają się schody, bo – w mentalności ewolucyjnego menedżera – jeśli cel strategiczny jest nieosiągalny, to nie możemy sobie takiego postawić. Efekt? Firma sparaliżowana strachem – skoro nie mamy 100% pewności, że jesteśmy w stanie to osiągnąć, to nie wolno nam się za to brać – rozwój STOP!

Przykład drugi – termin „plany”. Każdy, kto choć raz zaplanował jakieś przedsięwzięcie wie, jak ważne jest rozumienie wykonalności takiego planu. W związku z tym plan strategiczny musi się także opierać na analizie wykonalności i dokąd nie będzie potwierdzona wykonalność takiego planu nie wolno zacząć go realizować… Bzdura! Plan strategiczny nie jest „odmierzany” rozumianymi obecnie zdolnościami do wykonywania poszczególnych zadań – jest odmierzany zmianami na rynku, które będą wymuszały działania firmy (o ile ma się ona „utrzymać na powierzchni)”. Ba, plan strategiczny nie ma nawet zadań! Opisuje on kolejne etapy osiąganych celów, nowych zdolności, elementów przewagi, czy takich tam – obiektów, które w „tradycyjnych” planach są zwykle najwyższym poziomem abstrakcji. Co więc się dzieje, kiedy znaczenie tradycyjnego planu przenoszone jest na plan strategiczny? Kończy się dyskusja o tym, czym firma ma być za kilka lat i co musi po drodze osiągnąć, a zaczyna się dyskusja o tym, jak zmierzymy to osiąganie w najbliższym kwartale – zaczynają królować tymczasowość i chaos!

Podobne przykłady dałoby się wymyślić, ale akurat dwa powyższe są real-life i chyba wystarczająco dobrze prezentują problem. Wnioski? Potoczne rozumienie słówek „strategia”, „strategiczny” oznacza taki magiczny dodatek, który można dołożyć do dowolnego znanego terminu, dzięki czemu wypowiadane opinie będą ważniejsze, mądrzejsze, czy w inny sposób wyróżnione. Tak się przynajmniej często wydaje wypowiadającym te zbitki słów.

Prawdziwe zrozumienie jest jednak inne. Przypięcie terminu „strategiczny” do innych słówek zmienia fundamentalnie ich znaczenie. „Strategia” to oczekiwane miejsce firmy w określonej przyszłości, bazujące na (poprawnym lub błędnym) zrozumieniu tego, jak będzie wyglądał rynek w tym horyzoncie czasu – wygląd tego rynku będzie stawiał określone wymagania dla firmy na tym rynku działającej. Strategia nie ma to zwykle większego związku ze zdolnością osiągnięcia przez firmę takiego miejsca bazując wyłącznie na posiadanych zdolnościach, możliwościach i kompetencjach. Strategia jest zdeterminowana okolicznościami rozwoju rynku, a podstawą dla planowania strategicznego są „oczekiwania rynku” – nigdy nie ograniczenia wynikające z bieżących możliwości, a szczególnie ich braku.

Ciekawe, dlaczego tak trudno to zaakceptować…

Pozostaw komentarz