Społeczności

Data: 2009-05-14
Autor: Sebastian Konkol

O społecznościach mówi się dużo – to kolejny termin-wytrych, któremu nadano tyle różnych znaczeń i konotacji, że trudno się już w tym połapać. Biorąc pod uwagę statystyki Google Search, społeczność jest najczęściej identyfikowana przez serwisy Internetowe, wokół których się gromadzi i gdzie wyraża swoją spójność w ten lub inny sposób. Internet, choć potężny i coraz szybciej rosnący w siłę, nie jest jedynym sposobem wyrazu społeczności, ani wyznacznikiem jej istnienia, choć jest prawdopodobnie najgłośniejszym i najdonioślejszym medium przekazu treści społecznych, tworzonych lub adresowanych w tym trybie. Ludzkie społeczności organizowały się od zawsze, odkąd pierwszy człowiek zszedł z drzewa – a być może nawet jeszcze wcześniej.  Od zarania dziejów ludzie organizowali się społecznie w strukturach plemiennych, bo dawało to większe szanse na przeżycie i pozwalało na rozwój jednostek w bardzo zróżnicowanych kierunkach. Krótko mówiąc, społeczności były, są i będą, ale my dopiero zaczynamy je rozumieć. Postęp technologiczny sprawia, że odkrywamy istnienie społeczności w miejscach, których dotąd nie dostrzegaliśmy i nie podejrzewaliśmy, a efekty tego postępu przyczyniają się także do ułatwiania kontaktów i zwiększania dynamiki funkcjonowania społeczności (tu wieka rola i zasługa globalnej sieci Internet). W takt rozwoju zrozumienia społeczności i ich funkcjonowania oraz wraz z postępem w teorii i praktyce zarządzania biznesem narastają też ciągoty do wykorzystania dobrodziejstw oferowanych przez społeczności. Ta chęć, dostarczając sił i środków postrzeganych jako inwestycja w nowe horyzonty, napędza postęp w zrozumieniu reguł rządzących złożonymi systemami społecznymi i sił w nich występujących. Wiemy więc coraz więcej, a im więcej wiemy, tym większe są szanse, że te badania będą kontynuowane.

Zadziwia mnie jednak pewność w głosie ludzi, którzy twierdzą, że „budują społeczności w serwisach internetowych”. W niektórych (raczej pojedynczych) przypadkach być może udało im się zbudować serwis, który trafił w zapotrzebowanie istniejącej już społeczności pozwalając jej łatwiej się porozumiewać i organizować. W jeszcze mniej licznych przypadkach można zaryzykować stwierdzenie, że autor serwisu co najwyżej odkrył istnienie rozproszonej społeczności, która wcześniej się nie porozumiewała lub robiła to w mniejszych grupkach nie zdając sobie sprawy z istnienia gdzieś indziej ludzi o podobnych zainteresowaniach, celach czy poglądach. Moim zdaniem niewiele podmiotów na świecie może sobie pozwolić na rzeczywiste zbudowanie społeczności – wykreowanie sztucznej (nowej) potrzeby, wyszukanie ludzi, którym ta potrzeba zostałaby „wbudowana”, zorganizowanie wokół tej potrzeby ruchu społecznego, który sam by się napędzał. Całość byłaby albo nieprawdopodobnie kosztowna lub na tyle niestabilna, że nie przetrzymałaby próby czasu. Świadomie piszę o ruchu społecznym, gdyż spłycanie społeczności do mechanizmów komunikacji jest utożsamienie wakacji życia z biletem lotniczym, który pozwolił te wakacje rozpocząć.

O różnych formach organizacji społeczności napisano już wiele – ja podzielę się moimi ulubionymi przykładami mechanizmów organizacji i siły wyrazu społeczności wspomaganych (lub nie) technologiami komunikacyjnymi. Część takiej wiedzy zaczerpnąłem z literatury, np.:

  • Howard Rheingold, “Smart Mobs: The Next Social Revolution”, Basic Books, ISBN: 0738208612
  • Yochai Benkler, “The Wealth of Networks: How Social Production Transforms Markets and Freedom”, Yale University Press, ISBN: 0300125771
  • Steven Johnson, “Emergence: The Connected Lives of Ants, Brains, Cities, and Software”, Scribner, ISBN: 0684868768

Niemal klasycznym już przykładem przejawów mechanizmów społecznościowych i siły ich wyrazu jest historia pokojowych zmagań Filipińczyków najpierw w 1986 roku z reżimem generała Marcosa doprowadzając do obalenia jego dyktatury bez jednego wystrzału, później zaś usunięcia w 2001 roku ze stanowiska prezydenta Estrady. W obu przypadkach społeczność organizowała i koordynowała swoje aktywności przy wykorzystaniu wiadomości tekstowych (SMS) przesyłanych między jednostkami, a efekt sieciowy był wielokrotnie większy, niż jakakolwiek inna organizacja centralnie sterowana byłaby w stanie osiągnąć. Podobne przejawy działań społeczności w interesie społecznym, choć nie o tak poważnych konsekwencjach, organizowane były także w innych miejscach: protesty przeciwko działalności WTO w Seattle w 1999 roku, których policji nie udawało się opanować, blokowanie w 2000 roku w Wielkiej Brytanii wybranych stacji benzynowych w odpowiedzi na podniesienie cen paliw, czy organizowane okresowo przejazdy „masy krytycznej” rowerzystów przez ulice San Francisco. W tych przykładach ważna jest umiejętność samoorganizacji rozproszonej społeczności przy wykorzystaniu bardzo prostych mechanizmów komunikacji – organizacji, której nie udałoby się osiągnąć metodami centralnego sterowania lub koszt takiej organizacji byłby po prostu niebotyczny.

O ile w przypadku ludzi organizacja i komunikacja przybiera wyrafinowane formy (mimo wszystko, do komunikacji SMS trzeba całkiem poważnej infrastruktury sieciowej) społeczności mogą się tworzyć, organizować i funkcjonować bazując na dużo prostszych sygnałach, a składać się z jednostek o dalece prostszej konstrukcji. Takim przykładem są mrówki i ich komunikacja chemiczno-zapachowa. Mrówki to stworzenia zdecydowanie stadne i społeczne – gromadzą się, żyją wspólnie, a nawet wyznaczają role w społeczności. Niektóre gatunki mrówek potrafią jednak znacznie więcej, a kolonie takich mrówek były badane na Uniwersytecie Stanford. Mrówki posługują się sygnałami chemicznymi dla przekazywania różnych informacji społecznościom, w których skład wchodzą – sygnalizują w ten sposób drogę do jedzenia, nadciąganie wroga czy sposób organizacji bieżących prac. Kolonia mrówek badanych w Stanford zamykana była w zamkniętej, nieco ograniczonej przestrzeni gdyż podejrzewano, że wpłynie to na organizację życia kolonii – mrówki te na wolności, poza „żywą” częścią mrowiska, organizowały cmentarz, gdzie przenosiły wszystkie nieżywe towarzyszki oraz śmietnik, gdzie gromadziły wszystko to, czego chciały się z mrowiska pozbyć. Nie wchodząc w szczegóły eksperymentu, kolonia mrówek w zamkniętej przestrzeni była w stanie zorganizować sobie te same elementy „ekosystemu” mrowiska, podobnie jak na wolności cmentarz i wysypisko były zlokalizowane w dwóch oddzielnych miejscach, a – co ciekawsze – mrowisko, cmentarz i wysypisko były tak rozlokowane, że odległości geometryczne między każdą parą obiektów były największe, jakie udałoby się uzyskać na tej ograniczonej przestrzeni. Trudno sobie wyobrazić, że mrówki ustalają między sobą, że (a) wybudują cmentarz i wysypisko śmieci, (b) będą szanowały zmarłych więc nie będą ich mieszać ze śmieciami i (c) oba obiekty dodatkowe będą odpowiednio oddalone od mrowiska. Skoro mrówki, dysponując jedynie gruczołami produkującymi różne rodzaje substancji zapachowych, są w stanie wytworzyć tak złożone społecznie konstrukcje, to społeczność człowieka – dysponując intelektem, technologią wspomagającą każdy aspekt codziennego życia i zaawansowaną technologią komunikacyjną – jest krytycznie leniwa w wykorzystywaniu swego potencjału.

Ze społecznościami kojarzone są także inne terminy, a najpowszechniej „zrośniętym” jest Web 2.0. W wyniku wszechobecności Internetu, większość pojęć z codziennego życia w jakiś sposób odnosi się do Internetu. Pojęcie społeczności także podlega tym regułom, a modnym ostatnio powiązaniem jest właśnie Web 2.0. Termin ten odnosi się do zbioru tzw. technologii, które pozwalają zmienić paradygmaty korzystania z serwisów WWW umieszczanych w Internecie. W myśl Web 2.0, sieć staje się platformą publikacyjną, w której użytkownicy będący wcześniej pasywnymi odbiorcami treści i usług stają się aktywnymi ich współtwórcami. Pośród tych technologii, jak określane są często komponenty Web 2.0, wymieniane są rozwiązania o funkcjonalnościach serwisów Wiki, blogi zarówno w podstawowej wersji tekstowo obrazkowej jak i wariantach (wideo, muzyka), serwisy tzw. społecznościowe, udostępniające funkcje (czasami proste, a czasami bardzo zaawansowane) umożliwiające organizowanie społeczności i ekspresję jednostek na forum społeczności realizowaną w kontekście zainteresowań scalających (a może raczej definiujących) daną społeczność. Do tych technologii można także zaliczyć serwisy Internetowe udostępniające swoje API dla twórców aplikacji na nich działających, aby w trybie społecznościowym mogły być tworzone nie tylko treści, ale także funkcjonalność serwisu. Wszystkie te elementy nie są jednak ani społecznością, ani nawet jej budowaniem – są to narzędzia, które, jeśli społeczność uzna globalną sieć Internet za właściwe środowisko swojej ekspresji, stanowią katalog dostępnych rozwiązań typowych potrzeb takich społeczności.

Z drugiej strony, społecznością jest ruch, który zwykle kojarzony jest niemal wyłącznie z technologią – Open Source. Jest to specyficzna społeczność, złożona z ludzi wysoko wyedukowanych technologicznie. Obserwacja tej społeczności pokazuje bardzo ciekawe mechanizmy motywacji ludzi do wykonywania pracy, za którą nie otrzymają tradycyjnego wynagrodzenia (gratyfikacji finansowej), ale są wynagradzani przez prestiż i pozycję w swej społeczności. W czasie swoich poszukiwań związanych ze społecznościami Open Source natrafiłem na wynik prac pani profesor Siobhán O’Mahony z Harvard Business School, będącej doskonałą analizą motywacji, organizacji i przyszłości społeczności Open Source (http://hbswk.hbs.edu/item/3582.html). Okazuje się na przykład, że siła motywacji opartej o prestiż i uznanie społeczne pozwala na formowanie modeli funkcjonowania firm komercyjnych, w których uwikłane są elementy społeczności Open Source, a jakość prac zespołów w ten sposób funkcjonujących dalece przewyższa jakość możliwą do osiągnięcia w środowiskach komercyjnych.

Nośność koncepcji społeczności sprawia, że społeczności lub mechanizmy ich funkcjonowania są wykorzystywane przez jednostki i organizacje czasami w niewinny, a czasami w bardzo przemyślany i podstępny sposób. W sferze życia prywatnego tendencje wykorzystania mechanizmów społeczności odnoszą się zwykle do utrzymywania kontaktu i odtwarzania utraconych relacji z ludźmi, budowania wspólnoty zainteresowań pozwalającej na stymulowanie wzajemnego rozwoju poszczególnych jednostek czy też na realizację osobistych ambicji (czasami niezdrowych) i zyskiwanie przez to prestiżu społecznego. Sfera komercyjna wykorzystuje społeczności dla swoich celów, choć często odwdzięcza się istotną wartością dla społeczności. Najpopularniejszymi pośród sposobów „skorzystania ze społeczności” są realizacja celów marketingowych w trybie marketingu wirusowego (zaufany przekaz zamiast komunikatu), uczestnictwo z życiu światów wirtualnych (prowadzenie demonstracji produktów realnego świata, szkoleń i seminariów dotyczących oferty komercyjnej realnych firm, a nawet sprzedaż i rekrutacja do pracy w tych firmach) będące kanałem marketingu, sprzedaży i obsługi klienta, czy prowadzenie blogu korporacyjnego jako jednego z kanałów dialogu z klientem wykorzystywanego (bądź nie) dla rozwoju firmy, poprawy funkcjonowania, czy zmian w produktach.

Istnienie społeczności nie musi się wiązać z Internetem, szczególnie, że globalna sieć nigdy nie będzie w stanie przekazać wszystkich możliwych środków ekspresji, jakimi dysponuje człowiek. Oczywiście, jeśli wierzyć Nealowi Stephensonowi, Wiliamowi Gibsonowi czy braciom Wachowski, prędzej czy później interfejs komputera sięgnie bezpośrednio do mózgu człowieka. Według innych przepowiedni cywilizacja ludzka w pewnym momencie powróci do epoki kamienia łupanego z powodu zapaści technologii właśnie. Niezależnie od losów technologii, homo sapiens to zwierzę stadne – społeczność jest więc naturalnym stanem człowieka, więc ograniczanie się w poznawaniu cech społecznych jedynie do narzędzi technologicznych jest poważnym błędem. W końcu, rozwój technologii też musi być czymś powodowany.

Pozostaw komentarz